Co nowego u mnie...


Dwumiesięczny postęp

10 listopada 2016
Praca nad sylwetką to długi i mozolny proces, czasem potrzeba bardzo dużo czasu żeby zobaczyć efekty treningów i trzymania diety (troszkę inaczej jest w przypadku dzieci genetyki, ale nie o tym ten wpis :)). Istotne znaczenie ma tutaj ilość treningów, nie może ich być za dużo ani za mało, oraz ich intensywność. Kolejną składową jest dieta, dobrze zbilansowana, oparta na pełnowartościowych produktach, bogata we wszystkie potrzebne dla organizmu składniki odżywcze. Czasami zdarza się, że mimo ujemnego bilansu kalorycznego, wylewania siódmych potów na treningu, waga stoi w miejscu, wtedy należy udać się do lekarza w celu wykonania badań krwi, aby sprawdzić czy nie dzieje się coś niepożądanego w naszym organizmie.
 

Ostatnie dwa miesiące były dla mnie niekoniecznie łatwe, redukcja, bilans kaloryczny nieco ponad 1600 kcal, pomimo tak nie za wielkiej kaloryczności czułam się w porządku. Treningi i interwały wchodziły jak złoto :). Niestety w między czasie zapomniałam o regularnym piciu wody między posiłkami, a zamieniłam ją na herbatę i zdecydowanie za duże ilości kawy (aż tak duże, że przez tak wysokie spożycie drętwiały mi palce u rąk, niestety kawa wypłukiwała za dużą ilość magnezu). Po miesiącu diety, z masy ciała zeszło nieco ponad kilogram, bardzo mało. Z zaniepokojenia zrobiłam badania krwi, które wykazały duże nieprawidłowości w hormonach, które skutecznie blokowały redukcję. Okazało się, że tarczyca i prolaktyna mają odchyłki od normy. Oczywiście zaraz po odebraniu wyników zaczęłam sprawdzać objawy problemów z tarczycą i niektóre z nich występowały u mnie. Wtedy jeszcze nie miałam świadomości, że ciągłe odczuwanie zimna i wypadające włosy świadczą o nadmiarze hormonu TSH. 


Podsumowując, dietę redukcyjną i plan treningowy stosowałam przez 47 dni, z wagi ubyło nieco ponad kilogram. W między czasie miałam dwa cheaty, w tym o pierwszy dzwoniłam do trenera z płaczem (wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że jest problem u mnie z hormonami). Przez niecałe dwa miesiące poprawiłam czucie mięśniowe na pośladkach, na początku całej mojej przygody z treningiem siłowym (było to ponad 1,5 roku temu) skupiałam się głównie na mięśniach czworogłowych ud i w efekcie były moją najsilniejszą partią. Dlatego też kiedy zaczęłam stosować plany treningowe skupiające się głównie na mięśniach pośladkowych, przy wszystkich możliwych ćwiczeniach pracę za pośladki przejmowały mięśnie ud.



Patrząc w lustro mam wrażenie, ze dwa miesiące poszły w las, mimo trzymania czystej miski i treningów wykonywanych na 110% cały czas czułam że coś jest nie tak. Pozostaje mi mieć nadzieję, że następne miesiące okażą się dla mnie owocniejsze oraz że dzięki lekom jakie przyjmuję mój organizm zacznie funkcjonować tak jak należy.
Copyright Nazwa.pl